Uszkodzone linie telefoniczne, przejęte akta więzienne, klucze do cel, maszyny do pisania, broń, a przede wszystkim uwolnienie blisko 300 więźniów – to bilans strat poniesionych przez niemieckiego okupanta w rezultacie brawurowej akcji Batalionów Chłopskich, przeprowadzonej nocą z 19 na 20 września 1943 roku.
Przygotowania do akcji odbicia więźniów trwały od początku sierpnia, kiedy to w okolicach Gorzkowa aresztowano dwóch żołnierzy Batalionów Chłopskich (BCh) z Ksawerówki (Stanisława Kopra i Wojciecha Olecha). Miało to miejsce bezpośrednio po ściągnięciu od dzierżawcy młyna w Gorzkowie kontrybucji przeznaczonej na cele organizacyjne BCh .
Próbowano dokonać ich uwolnienia m.in. 8 września, podczas transportu do budynku niemieckiej policji kryminalnej na przesłuchanie. W tym celu „pod lipą” przy ówczesnym placu targowym (dziś ulica Poniatowskiego), przygotowano zasadzkę. Sygnałem do ataku miała być uniesiona przez członka grupy bojowej, czekającego przy budynku straży ogniowej, czapka. Do ataku nie doszło, gdyż prowadzono jedynie jednego więźnia, a jego uwolnienie oznaczałoby najpewniej wyrok dla drugiego z osadzonych, a co najmniej powiązanie obu z podziemiem niepodległościowym (obaj zatrzymani utrzymywali, że ich czyn miał wyłącznie rabunkowy i indywidualny charakter) oraz zaostrzenie procedur.
W dniu 15 września aresztowano i umieszczono w krasnostawskim więzieniu kolejnych członków BCh z Niemienic i Białki. W dniu 18 września do punktu kontaktowego w Olesinie w gm. Gorzków dotarł alarmujący gryps od osadzonych: Kopra i Olecha. Akcję na więzienie postanowiono przeprowadzić natychmiast.
Krasnostawskie więzienie karne w strukturze więziennictwa Dystryktu Lubelskiego znajdowało się na drugim szczeblu czterostopniowej organizacji. Pierwszy szczebel zajmowało więzienie centralne na zamku w Lublinie. Drugi szczebel stanowiły więzienia regionalne (Krasnystaw, Biała Podlaska, Janów i Zamość). Trzeci szczebel obejmował więzienia miejskie. Najniższy poziom organizacyjny stanowiły areszty gminne.
Decyzję o przeprowadzeniu akcji na krasnostawskie więzienie podjęła komenda obwodu krasnostawskiego BCh. Plan akcji skonsultowano z komendantem obwodu Armii Krajowej Franciszkiem Jarockim „Jaćwing”, a ostatecznie poprowadził ją kapitan Stanisław Sokołowski „Rolnik” – późniejszy komendant obwodu krasnostawskiego BCh, awansowany do stopnia majora. W niedzielę wieczorem 19 września 1943 r. w niemienickim lesie, przy źródle, doszło do zgrupowania oddziałów BCh z Krasnegostawu, Gorzkowa, Łopiennika, Fajsławic i Rybczewic.

Około godziny 22 na akcję wyruszył 89-osobowy oddział. Każdy był wyposażony w broń długą, część także w broń krótką, granaty i łomy. Zabrano ze sobą także dwa ręczne karabiny maszynowe oraz ciężki karabin maszynowy wymontowany ze strąconego samolotu, do którego dostawkę wykonał kowal z Rybczewic. Większość oddziału zabezpieczała tyły w kilku lokalizacjach na terenie i przedmieściach Krasnegostawu.
Do czasowego zajęcia więzienia doszło 20 września około godziny 1.30. Akcję przeprowadziła dziesięcioosobowa grupa operacyjna, w skład której weszli m.in. Stanisław Sokołowski, Wacław Szostak, Bogusław Bubicz, Jan Pawelec, Jan Pacan, Stanisław Żelazny. Przygotowano także alternatywny plan. Zakładał on użycie drabin, przetransportowanych furmanką w celu przedarcia się przez więzienne mury. Ostatecznie, jak wynika z raportu do II Komendy Okręgu AK, aby dostać się do wnętrza, użyto fortelu. Grupa operacyjna przyprowadziła z miejsca zamieszkania, znajdującego się w bezpośrednim sąsiedztwie więzienia, strażnika o nazwisku Gładysz. Następnie skierowała go pod bramę, nakazując udawać pijanego. To doprowadziło do otwarcia bramy przez strażnika o nazwisku Miś i umożliwiło wtargnięcie partyzanckiego oddziału i natychmiastowe rozbrojenie pierwszego ze strażników. Akcja odbyła się sprawnie dzięki temu, że przyprowadzony przez partyzantów Gładysz zadeklarował współpracę i przekazał precyzyjne informacje, m.in. co do aktualnego stanu i rozmieszczenia polsko-niemieckiej załogi więzienia.
Po przejęciu kluczy i wejściu na więzienne korytarze rozpoczęto otwieranie cel. Jak wynika ze źródeł, miało tam paść pytanie „Gdzie są nasi z Niemienic”, co zapewne stało się przesłanką do późniejszych represji. Uwolnionych więźniów zatrzymywano w bramie w celu udzielenia krótkich wskazówek dotyczących kierunku ucieczki i uformowania czwórek. W trakcie akcji zabrano klucze do cel, akta więzienne, broń, maszyny do pisania, telefony i inne przydatne przedmioty.
Wedłóg źródeł niemieckich uwolniono 234 więźniów, według źródeł akowskich – 273, a według źródeł bechowskich – 294. W zabranym z więzienia spisie figurowało 317 więźniów, w tym siedem osób, które 19 września, przed akcją, przetransportowano do więzienia w Lublinie. Byli to aresztowani 15 września mieszkańcy Niemienic i Białki. Wśród nich znaleźli się dwaj krewni żony Stanisława Sokołowskiego (cała siódemka zginęła wkrótce w więzieniu na Zamku w Lublinie lub na Majdanku).
Uwolnionych więźniów kierowano w kierunku Stężycy i Przedmieścia Zakręcie. Na wóz konny zabrano Kopra i Olecha oraz pozyskane przedmioty. Następnie wraz z nimi udali się do lasu w okolicy Niemienic. Tam do ustawionych w dwuszeregu żołnierzy przemówił krótko Stanisław Sokołowski oraz Paweł Czuba, dziękując za wykazaną odwagę oraz żołnierski i koleżeński czyn.
Alarm podniesiono po około godzinie, gdy partyzanci znajdowali się już w Kolonii Krakowskie Przedmieście. Mieszkańcy miasta o nocnym ataku na więzienie dowiedzieli się dopiero późnym rankiem. W Krasnymstawie i okolicach zaczęły krążyć opowieści o tysiącach uzbrojonych żołnierzy polskiego wojska – „chłopcach z lasu” otaczających miasto. Opowieści te budowały wiarę w zbliżające się wyzwolenie. Kto stał za akcją, na długo jeszcze pozostało tajemnicą. Sami Niemcy raportowali o otoczeniu więzienia przez 200 „bandytów”, jednak do końca wojny nie wykryli sprawców. Niemcy podjęli następnie działania śledczo-odwetowe. W tym celu Krasnystaw i okolice przeczesywał oddział około 300 ludzi. Aresztowano kilku przypadkowo napotkanych młodych mężczyzn, a także podpalono kilka gospodarstw w Białce, w tym gospodarstwo wyżej wymienionego Stanisława Żelaznego – uczestnika akcji. Sprawców poszukiwano także w Niemienicach, Ksawerówce, Siedliskach (gm. Fajsławice).
Opisywana tu akcja na krasnostawskie więzienie była najdonioślejszą spośród akcji wojskowych BCh przeprowadzonych na terenie powiatu krasnostawskiego, wyróżniającą się zarówno efektem, jak i przebiegiem – „bez żadnego strzału” – nie tylko w skali Lubelszczyzny, ale także całego okupowanego kraju.
Redakcja: Tomasz Chuszcza.
W artykule korzystano z opracowań:
-Nie Stali z bronią u nogi, Paweł Czuba, Jan Wojtal, 1998;
-Roch i Bataliony Chłopskie w Obwodzie Krasnostawskim, Mieczysław Wójtowicz, 1997;
-Stanisław Sokołowski sportowiec i żołnierz. Antoni Mieczkowski, 1994.
A także z materiałów Muzeum Regionalnego w Krasnymstawie


